Randki - ogłoszenia towarzyskie i anonse erotyczne
Szukaj
osób/par
Ranking
zdjęć
Forum
dyskusyjne
Chat
on-line
Filmy
erotyczne
Zloty zjazdy
i sex-party
Program
partnerski
Centrum
pomocy
Zaloguj się | Zarejestruj się
» Forum dyskusyjne » Mniejszości seksualne - gay/les » Opowiadania

Temat:

Opowiadania

[1] | [2] |

goracy86
24 lata, Lewin Brzeski
Opublikowano: 2009-12-28 23:27
buuuuuuuuuu bylo juz
mcmiko
34 lata, Warszawa
Opublikowano: 2009-12-29 22:00
a to przepraszam

Byłem rozczarowany, zły, wściekły. Na cały świat, a na siebie przede wszystkim. Pokłóciłem się z Sebastianem i oświadczyłem mu, że na żadną imprezę już z nim nie pójdę. Na ostatniej dał taką plamę, że mu tego nie zapomnę! Robił takie aluzje, że wszyscy się domyślili... Oczywiście co do mojej rzeczywistej orientacji. Zaufałem mu kiedyś, a on...! A on teraz tak podle mnie upokorzył! Nie chcę tego wspominać... Tymczasem mieliśmy wspólnie zaplanowanego Sylwestra. Prywatka u jakiegoś jego kolegi, obojętne mi było, u jakiego i gdzie, ale żeby z kimś gdzieś przywitać Nowy Rok, poszaleć trochę. Bo naprawdę nie mam z kim... Tym razem oświadczyłem mu krótko, że jest zwykłym dupkiem! Nie zaskoczył. Dzwonił potem, wieczorem. Powtórzyłem mu to samo. Odrzekł zdziwiony, że nikt tego tak nie wziął na serio. Wszyscy mieli w czubie! Więc mu jeszcze raz powtórzyłem, że jest zasranym dupkiem! Obraził się. Powiedział, że łaski tu nikt nikomu nie robi, ani on mnie, ani ja jemu. I uparty w swojej urażonej dumie – nie odezwał się. Myślał, że to ja zrobię ten pierwszy krok. Nie, ja nie zrobię... Gwoli wyjaśnienia: Sebastian nigdy nie był moim chłopakiem, to heteryk, dobry kumpel, ale dopóki nie wypije.
Spodziewałem się więc, że tego Sylwestra spędzę w swoim mieszkaniu, samotnie, przed telewizorem. Zrobiłem sobie drinka, usiadłem wygodnie na kanapie. I wyłączyłem telefon. Nie chcę od nikogo żadnych życzeń. Niczego nie chcę.
Jeszcze wyniosłem kosz ze śmieciami, mijając się na schodach z tym super szałowym chłopakiem. Mieszka dwa piętra nade mną. Nieraz miałem ochotę do niego zagadać, ale zawsze brakowało mi odwagi. Ja szedłem na dół, on do góry. Popatrzył, uśmiechnął się.
– Nie na imprezie? – spytał grzecznościowo.
– Niestety... – odpowiedziałem. – Ale dziwię się, że ty też nie, bo chyba jednak nie...?
– Niestety, też nie. Żałoba – odpowiedział ciszej i pożegnał się zwykłym gestem uniesionej ręki, wbiegając po dwa stopnie w górę.
I tak bywa – pomyślałem.
Po godzinie 22:00 usłyszałem długi, natarczywy dzwonek do drzwi. Kto to? Najpierw pomyślałem z gniewem, że to może właśnie Sebastian! Że jednak mu coś nie dawało spokoju i że zaraz będzie mnie chciał wyrwać właśnie do tego swojego kolegi! Już miałem przygotowaną mówkę, którą mu rzucę zaraz od progu...
Jakież było moje zdziwienie, gdy...
– W sumie to się znamy i nie znamy. Jestem Konrad.
Przede mną stał – on: sąsiad z czwartego piętra. Delikatnie opalony brunet o wysokiej, sylwetce, o prostych włosach, dużych, brązowych oczach okolonych długimi rzęsami, orlim nosie i pełnych ustach. W lewej brwi miał kolczyk. Ubrany był na czarno: w golf, sztruksowe spodnie i zwykłe domowe pantofle.
– A... a tak... Łukasz... – na chwilę zaniemówiłem.
– Ty sam, ja sam... Zapraszam cię do siebie. Nie musisz się przebierać. To swobodne spotkanie, a nie sylwestrowy bal w „Hiltonie”.
Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo przypomniała mi się córeczka hotelarskiego potentata, Paris.
– Dzięki! Z przyjemnością! – odpowiedziałem i uścisnęliśmy sobie dłonie.
– Po prostu nie chciałem samotnie spędzać tej ostatniej nocy w roku i pomyślałem, że może i ty nie chciałbyś być sam – powiedział, gdy wędrowaliśmy razem po schodach.
Weszliśmy do mieszkania chłopaka. Z głośników stereofonicznej wieży bardzo dobrej firmy płynęła taka muzyka, jaką przedstawiał prezenter jednej z radiowych stacji. Na stole czekał poczęstunek: minikanapeczki z różnymi dodatkami, słodycze, napoje i alkohol.
– W dzisiejszych czasach sąsiedzkie więzi uległy niebywałemu osłabieniu – powiedział mój gospodarz. – Nie wiedziałem, czy przyjmiesz moje zaproszenie.
– To prawda. Masz zupełną rację. Ale bardzo się cieszę, że mnie do siebie zaprosiłeś!
Usiedliśmy przy stole.
W trakcie żywej rozmowy, która sama się wywiązała, przerywanej toastami, mogłem dowiedzieć się sporo przede wszystkim o pasjach Konrada. Jego największą miłością był taniec. Uprawiał taniec towarzyski, a w szkołach w Londynie i w Nowym Jorku uczył się również tańca nowoczesnego.
– Skąd ty się wziąłeś w Londynie i w Nowym Jorku? – zapytałem zaskoczony.
– Długo by mówić – uśmiechnął się. – Po prostu los mi sprzyjał. Trafiłem na kogoś, kto mnie tam zabrał. Najpierw do Londynu. A tam z kolei zauważył mnie kto inny. I znalazłem się w Nowym Jorku.
– Rozumiem – odpowiedziałem, chociaż tak naprawdę niewiele rozumiałem. Domyślałem się tylko, że pewnie tym atutem, który sprzyjał jego szczęściu, była jego uroda. I nie myliłem się.
Dowiedziałem się, że już w szkole podstawowej podkochiwały się w nim nie tylko szkolne koleżanki, ale i nauczycielki, które patrzyły na niego znacznie łaskawszym okiem niż na tych kolegów, którym natura poskąpiła zewnętrznego piękna. Kilka lat później postanowił to wykorzystać. Wystartował w castingu – i znalazł się w agencji modeli, która współpracowała z bliźniaczymi agencjami zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w USA.
Podczas pobytu w Nowym Jorku, pewnego wieczoru wybrał się na występ męskiej grupy striptizerów. Bardzo mu się to spodobało i... i wpadł w oko jednemu z tancerzy. Prywatnie spędzili tylko dwa wieczory. Na pierwszym był pokaz kilku charakterystycznych ruchów i kroków, układów ciała. Na drugim, gdy doszło do koniecznej w striptizie nagości, jego nauczyciel pokazał swoje prawdziwe oblicze.
– Nie dałem się zgwałcić – powiedział z pełnym uśmiechem idealnie pięknych, perłowych zębów. – Trzymałem go za kutasa, a drugą ręką ścisnąłem mu jaja. Powiedziałem, że jak mi nie pozwoli zaraz stąd wyjść, to jutro już dla nikogo nie zatańczy, bo tak mu jaja spuchną, że kroku nie zrobi.
Zacząłem się śmiać wraz z nim, ale na myśl, że ktoś widział jego nagie ciało, miałem żywsze bicie serca. Chciałbym i ja je zobaczyć.
Wróciwszy do Polski, postanowił wykorzystać swoją urodę, dopracować umiejętności taneczne i... został tancerzem erotycznym, najpierw w pewnym nocnym klubie, a potem „niezależnie”. Nie narzekał na brak zajęć. Uprzyjemniał swymi występami urodziny, imieniny, wieczorki panieńskie, a nawet kawalerskie.
– Nigdy jednak – zaznaczył Konrad bardzo zdecydowanie – nie kurwiłem się z klientami! I nigdy przy nich nie rozebrałem się „do rosołu”! – tu zawiesił głos i spojrzał mi głęboko w oczy.
– Wierzę ci – odpowiedziałem z przekonaniem.
Tancerzem erotycznym był stosunkowo krótko. Pewnego dnia przeczytał ogłoszenie o kursie instruktora kulturystyki i fitness. Ponieważ od dawna amatorsko uprawiał kulturystykę, siatkówkę i koszykówkę, a teraz także z przyjemnością rekreacyjnie pływał – zgłosił się na ten kurs, skończył go z najlepszym wynikiem i przez pewien czas pracował w najlepszej siłowni w mieście. Poza tym cały czas był instruktorem tańca w jednym z domów kultury. Obecnie współprowadzi klub fitness oraz szkołę tańca.
– Może i ja się do ciebie zgłoszę? – rozmarzyłem się. – Z takim instruktorem nauczenie się różnych rzeczy w tańcu i nabranie masy mięśniowej jest z pewnością czystą przyjemnością.
– No, masy mięśniowej to na pewno ci nie brakuje, to widać na pierwszy rzut oka – zauważył wesoło. – Co do tańca, żeby się o tym przekonać, musisz spróbować. Byłbyś dobrym tancerzem. W tobie jest jakaś głęboka szlachetność, jakieś niezwykłe ciepło. Taniec jeszcze to podkreśli, wyzwoli. Bo taniec łączy a nie dzieli, a ty właśnie sprawiasz, że nawet bez tańca ludzie lgną do ciebie.
– Kto? – spytałem ciekawie.
– A nawet ja. Od dawna zwróciłem na ciebie uwagę.
– Dziękuję ci za te słowa – odrzekłem; zrobiło mi się bardzo przyjemnie. – I nauczyłbyś mnie tańca? Nawet tańca... erotycznego?
– A jaki tu problem?
Pewnie pod wpływem chwili, tych emocji, a może i z powodu wypitych drinków, wstałem od stołu, podszedłem za krzesło, na którym siedział mój towarzysz i splotłem na jego szyi moje dłonie.
– Zrobiłbyś to dla mnie?
– Twoje oczy sprawiają, że... że dla ciebie zrobiłbym... wiele...
Opanowałem się. Przecież on nie wie, że jestem gejem i że chętnie spędziłbym z nim nie tylko tę noc, i nie tylko przy drinku. Rozplotłem objęcia, a Konrad spojrzał na zegar.
– Zaraz północ – powiedział.
Po chwili – niczym zawodowy kelner bankietowy – z hukiem otworzył butelkę i rozlał do kieliszków pieniący się szampan. W tym samym czasie za oknami zaczęły strzelać race i petardy.
– No to czas spełnić toast – powiedział. – Żeby ten rok, który właśnie się zaczyna, był dla nas obu wspaniały, najwspanialszy ze wszystkich!
– Dokładnie tak! – potwierdziłem gorąco. Ucałowaliśmy się, najpierw w policzek, ale zaraz potem w usta... dłużej i bardziej namiętnie. Konrad pierwszy się zmieszał, a ja, gdy oderwał ode mnie swoje usta, poczułem zawrót głowy. Jak ten chłopak wspaniale całuje! Wtedy dopiero wychyliłem swoją lampkę szampana.
Spełniwszy toast, poszliśmy do niewielkiej oranżerii, która znajdowała się na oszklonym i ogrzewanym balkonie Konrada. Podczas podziwiania rac, petard i fajerwerków, które rozświetlały nocne, zimowe niebo – zupełnie niespodziewanie – chłopak ścisnął mnie mocno za rękę. Popatrzyłem na niego, nasze spojrzenia znów się zderzyły.
– Dlaczego tak na mnie patrzysz? – spytałem.
– Bo jesteś... po prostu... przystojny – odpowiedział, szukając właściwego słowa.
Zmieszałem się. Owszem, mówią mi, że jestem jakoś tam po swojemu przystojny, ale to jest właśnie dla mnie problemem. Gejowskim problemem. Wielu chciałoby ze mną, ale co z tego? Oni po prostu chcą mieć ze mną swoją przyjemność, chcą tylko mojego ciała, a nie mnie. Z tym trudno mi się pogodzić. A ten jeden, z którym kiedyś... wyjechał. I rozsypało się to, co tak pięknie się zapowiadało. Długo nie mogłem się pozbierać...
Za to od początku zdawałem sobie sprawę, że Konrad, z którym często mijałem się na klatce i na schodach, jest niesamowicie przystojny! Zdałem sobie sprawę, że on, jak dobre wino, po prostu uderzył mi do głowy.
– Jesteś pierwszą osobą, która powiedziała mi to tak serdecznie, prosto… szczerze… – odpowiedziałem. – Ale, wiesz, sprawdzę to w lustrze, i to będzie już w tym Nowym Roku.
Obaj wybuchnęliśmy serdecznym, szczerym śmiechem.
Po zakończeniu spektaklu „światło i dźwięk” usiadłem na ratanowym fotelu, rozejrzałem się po gąszczu pomarańczowych i cytrynowych drzewek i patrząc przed siebie w dal, powiedziałem:
– Jak mi tu u ciebie dobrze...
– Czyli: trwaj chwilo, jesteś piękna...?
– Z tobą każda chwila byłaby piękna – powiedziałem cicho, w zamyśleniu. Chyba nie chciałem tego powiedzieć głośno. Ja tylko tak pomyślałem, ale...
Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Konrad podszedł do mnie, ujął mnie za rękę, spojrzał mi głęboko w oczy, pochylił się nade mną i znów pocałował mnie w usta, a ja odwzajemniłem ten pocałunek, i rzekł:
– Ty też masz w sobie to coś... Już ci powiedziałem, co. I też jesteś... pełen dziwnego, tajemniczego uroku.
Czy to jakaś jego gra? To zaczynało być dla mnie coraz bardziej niebezpieczne! W którymś momencie zdradzę się z tego, kim jestem!
– Przestań, proszę. Bo zaraz zakręci mi się w głowie...
– Mnie już się zakręciło... – podał mi rękę i wróciliśmy do pokoju.
Byłem dziwnie rozkołatany. Urok Konrada działał na mnie, ale odnosiłem wrażenie, że ja również działam na niego. A przecież to chyba niemożliwe... To na pewno heteryk.
Z radia nadal płynęła sylwestrowa muzyka, sypały się telefoniczne życzenia. Konrad zaczął lekko kręcić biodrami, zapraszając mnie ku sobie.
– Czy ten rytm... ten taniec... nadaje się na pokaz tańca erotycznego? – zapytałem, podchodząc i kładąc dłonie na jego biodrach.
– Każdy rytm się nadaje – odrzekł, przyciągając mnie do siebie i swoimi dłońmi lekko objął mnie za pośladki. Poczułem, jak nasze penisy otarły się poprzez spodnie. Przebiegł mnie dreszcz.
– A zdarzyło ci się... – zacząłem, a dokończyłem dopiero po chwili, patrząc mu w oczy – zdarzyło ci się, że podczas takiego tańca mały ci stanął?
– Rzadko, ale... Ale to jest niebezpieczeństwo, z którym zawsze musisz się liczyć... Przy tobie mógłby mi stanąć.
– I... i co wtedy? – spytałem ciszej, a biodrami naparłem na niego jeszcze mocniej, czekając, czy on się wycofa... Nie, nie wycofał się!
– Nic. Wcale bym nie czuł się skrępowany... A gdyby i tobie stanął?
– To bym tańczył do upadłego, aż by mi opadł – roześmiałem się, czując wciąż przez spodnie dotyk naszych penisów. Swojego z trudem utrzymywałem w ryzach, a jego... jego chyba nieznacznie się poruszył... Czy to też jest tylko ten zwykły, przypadkowy dotyk, jaki zdarza się w tańcu? Czy to też jest taka przypadkowa reakcja, jaka może sie zdarzyć chłopakowi? – ale, jeśli tak – to chyba bardziej przy dziewczynie...
– To jak, zaczynamy pierwszą lekcję? – zapytał.
– Chętnie... od pokazu. Pokaż mi, jak to się robi...
– Ok – odrzekł be zwłoki. – Ale proponuję dla równowagi, żebyśmy to robili obaj, równocześnie, w tańcu.
– Z tobą zatańczę zawsze – odpowiedziałem. – Mam jednak pewne marzenie... Pewnie je wyśmiejesz, ale co tam...
Chłopak znów spojrzał mi głęboko w oczy.
– Pamiętaj – nigdy nie wyśmieję żadnego twojego marzenia. Już się zgadzam – mocniej uchwycił mnie w objęcia, a ja zadrżałem. – Przecież mamy tę najbardziej wyjątkową noc w roku! Zatem – bawmy się!
Nie znasz mojego marzenia, pomyślałem, a już się na nie zgadzasz?
Mój towarzysz wziął mnie za ręce i zaczęliśmy wirować, ale już chyba bardziej w rytmie naszej wewnętrznej muzyki, muzyki naszych serc, niż tej płynącej z jego stereofonicznej wieży.
– No to zdejmujemy... Powtarzaj moje ruchy, moje gesty i rób to samo.
Na pierwszy ogień poszły nasze golfy: mój ciemnozielony i czarny Konrada, a następnie podkoszulki o kontrastowych kolorach: biały, który należał do mnie i czarny – do gospodarza naszego spotkania. Wszystko w rytm tańca i muzyki oraz jego instruujących mnie słów:
– Dłonie inaczej, z gracją, nie tak pośpiesznie, wolniej unoś ręce, o tak...
I oto moim oczom ukazał się jego pięknie zbudowany, praktycznie nieowłosiony tors z dużymi, ciemnymi sutkami oraz brzuch z idealnie okrągłym, głębokim pępkiem. Od pępka w dół wiódł paseczek ciemnych włosków, schodzących tam, gdzie krył się jego skarb, który chciałbym tak bardzo poznać... Nie mogłem się opanować. Dotknąłem jego torsu najpierw dłonią, wszystko w rytm tego tańca... Potem ustami... Zatrzymałem się. Powędrowałem ustami wyżej. Na zmianę ssałem oba sutki Konrada, a palcem penetrowałem jego pępek. Pracowały tylko nasze stopy, czując rytm tańca, którego teraz pewnie nawet nie słyszeliśmy. Ja się nie opanowałem, a Konrad mi tego nie bronił. Zauważyłem, że sprawia mu to wyraźną przyjemność – w rozporku jego czarnych sztruksów tworzył się coraz większy namiocik. Mój penis też reagował coraz mocniej. Pragnąłem zobaczyć i poczuć więcej, toteż rozpiąłem pasek jego spodni... Konrad odsunął się ode mnie. Wrócił do rytmu i do tańca, nakazując mi gestem czynić to samo. Sam rozpiął suwak i guziki spodni; ja czyniłem to samo. Gdy zobaczyłem zawartość jego obcisłych czarnych bokserek... Straciłem oddech... Nie wytrzymałem, Podbiegłem niemal ten krok czy dwa i... ściągnąłem je z niego.
– Kurwa, ale maczuga! – wyrwało mi się zupełnie spontanicznie, a on zatrzymał się zaskoczony moim ruchem. Uśmiechnął się.
– To jest to niebezpieczeństwo, o którym ci mówiłem, że zawsze może się przydarzyć... – szepnął.
Patrzyłem wielkimi oczami. Bo rzeczywiście – penis mojego towarzysza, uwolniony z krępujących go warstw ubrania, był wyjątkowo duży, o ile większy od mojego! U nikogo z tych, z którymi byłem, takiego nie spotkałem!
Na żołędzi prącia Konrada błysnęła kropla śluzu. Przykucnąłem i, nie przejmując się ewentualnymi skutkami, jak się teraz Konrad wobec mnie zachowa, co zrobi, czy pozwoli mi na to, czy mnie odtrąci, wziąłem go do ust. Milimetr po milimetrze zacząłem przesuwać się w stronę ukrytej w gęstwinie ciemnych łonowych włosów nasady członka. Równocześnie masowałem, ukryte w mosznie sporych rozmiarów jądra.
– Gdybyśmy mieli publikę, otrzymałbyś za to rzęsiste brawa – usłyszałem jego podniecony głos. I powrócił do rytmu, do tanecznego kroku, wykonywanego jedynie stopami, które tyle co odrywał od lśniącego parkietu. Tańczył też jego fallus, przy moich ustach, a ja ścigałem go wargami i językiem. Gdy go pochwyciłem, mój wyśniony towarzysz rytmicznie poruszając biodrami, zanurzał go w moich ustach, wprost do mojego gardła.
Oderwałem się od niego. Brakło mi oddechu. To już nie był taniec. Teraz on się pochylił i zdjął ze mnie moje spodenki.
Obaj byliśmy nadzy. Konrad pochwycił mojego sterczącego penisa najpierw w dłoń, a zaraz potem do ust... Wyprężyłem się cały. Wszystko mi zawirowało.
Za oknem wciąż strzelały race i wybuchały petardy...
Bolało mnie jak sk..syn! Pomimo żelu, olejku i poślizgowej gumy – myślałem, że jego drągal po prostu nie wciśnie się we mnie. Konrad prowadził go dłonią, naciskał, wreszcie, jakby już miał dość walki z moim opornym ciałem – pchnął z całym rozmachem bioder. Wrzasnąłem jak żywcem nabijany na pal... Wszedł... Teraz czułem, jak przepycha się dalej... Zamknąłem oczy. Już nie wiedziałem, czy to strzelają race, czy tak głośno wali moje serce.
– Spełniam twoje marzenie, tak? – powiedział całując mnie w kark. Teraz nie wykonywał żadnego ruchu. Muzyka też umilkła. Z radia płynęły jakieś reporterskie wywiady, życzenia, pokrzykiwania... Konrad czekał. Ja też czekałem, aż sam uporam się ze swoim bólem.
– Skąd wiedziałeś...?
– To się czuje. To się wie. Od dawna byłem na ciebie napalony. Tylko nie wiedziałem, jak to zrealizować.
– Więc teraz realizuj... Wal... Dalej, mocniej!
– Jesteś gotowy?
– Jestem!
I walił aż miło! Szedł równymi, płynnymi ruchami, bardzo głęboko, a ja nie zważałem już na żaden ból. Najmocniej czułem go na „bramie mojego raju”, bo ilekroć wysuwał się prawie do końca i ponownie ślizgiem zanurzał się do wewnątrz, miałem pot na czole. Ale też miałem drgawki podniecenia, które narastały z każdym jego ruchem. Wiedziałem, z kim się kocham: z wymarzonym, najprzystojniejszym chłopakiem, jakiego w życiu udało mi się poznać. I wiedziałem, że mam w sobie fallusa, jakiego w życiu nie widziałem. Czułem, że już niedługo i moje podniecenie przekroczy punkt krytyczny, ale cały czas siłą woli powstrzymywałem orgazm. Jednak wiedziałem, że kiedy już do niego dopuszczę, to będzie on najbardziej niesamowity z dotychczas przeze mnie przeżytych.
W pewnym momencie Konrad zdecydowanie przyspieszył. Całe jego ciało bardzo mocno się napięło, jeszcze tylko coś jękliwie wydyszał – i... i ja w tym samym czasie, nie mogąc już opanować mojego seksualnego napięcia, wystrzeliłem wprost na prześcieradło.
Teraz poczułem na sobie ciężar jego ciała. Gdy tylko chłopak wyrównał oddech, wysunął z mojej dziurki swojego drągala, a ja mogłem się wyprostować.
– Chodźmy się umyć – zaproponował, całując mnie w usta. – To była tylko przerwa w nauce tańca.
– Tańca erotycznego! – powiedziałem, ściskając jego spracowanego fallusa.
Myliśmy swoje ciała nawzajem, nie szczędząc sobie przy tym pieszczot. Mój specjalny masaż jego jąder i oralna stymulacja penisa sprawiły, że Konrad ponownie był „gotowy”. Mój od razu mi stanął, przy pierwszym jego dotyku. Patrzyłem na nie oba w zdziwieniu: niesamowity kontrast. Przecież mój, w porównaniu z innymi chłopakami, wcale nie jest taki mały, a przy nim wygląda jak zabawka. Ale dziś z Konradem drugi raz już tego bym nie chciał. Natomiast chętnie odwróciłbym role.
Kiedy pieszczotliwym ruchem myłem Konradowi pośladki, mój palec – niby przypadkiem – wchodził w jego rowek i zagłębiał się lekko w jego dziurkę. Wykorzystałem ten wspaniale pachnący żel do kąpieli, który ułatwiał mi całe zadanie. Mój palec wnikał w niego coraz głębiej.
– Chcesz? – usłyszałem po chwili. – To wejdź Śmiało! Teraz, tutaj.
Jak bardzo mnie te słowa uradowały!
– Tak... bez..? – chciałem spytać: tak bez gumy, bez zabezpieczenia? Ale uprzedził moje dalsze słowa.
– Dup miałem sporo, ale kutasa żadnego. Nikt nie był godny dostąpić mojej dupy. Ty jesteś... Będziesz pierwszy.
Nie mogłem w to uwierzyć!
Zacząłem intensywniej rozpracowywać dziurkę chłopaka. Po chwili przymierzyłem swojego penisa i powoli pokonywałem Rubikon jego zwieracza. Byłem bardzo delikatny, starałem się, aby odczuwany przez niego dyskomfort był jak najmniejszy. Doskonale pamiętałem swój pierwszy raz, gdy ten, który mówił, że mnie kocha, zdobywał moje ciało. Był delikatny, a mimo to... Tego chciałem Konradowi oszczędzić. Zresztą on sam robił, co tylko mógł, żeby w tym pomóc mnie i sobie. Gdy tylko mocniej się napinał albo wyginał, zatrzymywałem się, ale po chwili już ponownie mój penis zagłębiał się w nim.
Było mi w nim naprawdę cudownie. Chciałbym być w jego ciele jak najdłużej, ale mój orgazm był równie szybki, co niespodziewany. I tylko niewiele mniej intensywny, niż tamten, który przeżyłem z nim w łóżku.
Sylwestrowa noc dobiegała końca, a my z szampanem w ręku, nago, znów tańczyliśmy po całym pokoju. Powiedział, że prawdziwego tańca erotycznego dopiero mnie nauczy, jak się sobą nacieszymy i zaspokoimy głód naszych ciał i naszych pragnień. To prawda, byłem bardzo głodny jego ciała. Nad ranem penetrowałem go drugi raz: spokojniej i bardziej rozważnie, starając się, żeby on też miał w tym przyjemność. Jego ciało jest naprawdę stworzone do miłości. Miał swoją przyjemność. Powiedział mi, że nie wtedy ją ma, gdy wchodzę bardzo głęboko, ale wtedy, gdy przechodzę przez jego zwarty tunel, gdy swoją żołędzią rozpycham go i wycofuję się... Nikt mi jeszcze nie powiedział, kiedy ma ze mną największą przyjemność. On był tym pierwszym. I tak właśnie go kochałem.
Potem spaliśmy do południa.
Nowy Rok.
Siedzieliśmy na złocistej, welurowej kanapie, popijaliśmy pyszną zieloną herbatę aromatyzowaną jaśminem i rozmawialiśmy naprawdę o wszystkim. Konrad jest gejem. Od początku zdawał sobie z tego sprawę. Wiedział, że pociągają go tylko mężczyźni, a jego powalająca uroda pozwalała mu mieć prawie każdego, na kogo tylko miał ochotę. A jeśli ktoś miał ochotę na niego – tu już był wielki dystans. Z nikim nie pozwalał sobie na poufałość.
Więc dlaczego pozwolił sobie właśnie ze mną?
Zapytałem go o to.
Nie odpowiedział. Tylko się uśmiechnął. Ponowiłem pytanie.
– Sam powinieneś wiedzieć – odrzekł i pocałował mnie w usta.
Więc może wiem, może nie wiem. Ale wiem, że naprawdę się w nim zakochałem. Że nie jest to tylko takie sobie sylwestrowe zauroczenie.
Czy on też się we mnie zakochał?
konto-usuniete
Opublikowano: 2010-01-07 9:55
Szkoda tylko, że część tych opowiadań pochodzi z innego serwisu...
mcmiko
34 lata, Warszawa
Opublikowano: 2010-01-07 22:27
nie mówiłem że są moje
goracy86
24 lata, Lewin Brzeski
Opublikowano: 2010-02-01 14:38
nie ma juz zadnych?
mcmiko
34 lata, Warszawa
Opublikowano: 2010-02-04 21:51
Był chłodny jesienny dzień. A dokładniej przedpołudnie. Nic nie zapowiadało tego, co ma się wkrótce wydarzyć...
Siedziałem w pokoju i rozwiązywałem arkusze maturalne z chemii, zadane mi przez belfra. Czas dłużył się w nieskończoność. Nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, odezwał się do mnie na gg Krzysztof. Mam go na liście kontaktów, ale rozmawiamy tylko od wielkiego święta. Dokładniej mówiąc to on zagaja rozmowę, ale tylko wtedy, gdy coś potrzebuje, czyli wtedy, kiedy nie ma czegoś zrobionego do budy. Pomijam już fakt, że jest to najładniejszy chłopak w klasie, za którym uganiają się wszystkie dziewczyny. Pomijam i to, że każdy chłopak, w tym ja, patrzy na niego z ukrywaną zazdrością, ale udajemy, że nas to nic nie obchodzi, że wszystko jest ok. U mnie – u mnie nie jest ok. Ach, gdyby Krzysiek wiedział... Bo poza tym to fajny, wesoły, sympatyczny chłopak.
– Cześć – napisał. – Co porabiasz?
Zanim zdążyłem mu odpisać, już czytałem ciąg dalszy:
– Bo ja się męczę z tą chemią i za diabła nie mogę sobie poradzić z tym jednym zadaniem.
Domyśliłem się, o które zadanie mu chodzi: numer siedem. Ja też musiałem nad nim sporo pogłówkować. Teraz byłem pewien, że za moment przeczytam, żebym mu podał rozwiązanie. Zawsze tak było. Ja mu podawałem gotowca, a on odpisywał, że „jakoś tam” mi się odwdzięczy. Bajki. O jakiejś tam wdzięczności z jego strony mógłbym sobie tylko pomarzyć. Postanowiłem, że nie! Że nie dam się już tak wykorzystywać! Ja robię, a inni zbierają laury! Tym bardziej Krzysiek, który, tak samo jak ja, zadeklarował, że jako przedmiot dodatkowy na maturze bierze chemię! On – chemię! Totalnie mnie zaskoczył. Nigdy nie był chemicznym orłem. On i ja, tylko nas dwóch z całej klasy!
– Zadanie siedem? – odpisałem. – Właśnie się nad nim męczę.
Tym większe było moje zdziwienie, gdy przeczytałem jego odpowiedź:
– Dokładnie tak... To może wpadniesz do mnie i razem się pomęczymy? Mam wolną chatę, nikt nam nie będzie przeszkadzał.
On mnie zaprasza do siebie?
Odpisałem mu, już będąc w lekkim szoku:
– W sumie to czemu nie? Może razem pójdzie nam łatwiej.
– To u mnie za pół godziny. Zdążysz?
– Jasne.
– To do miłego, pa.
Pa? On do mnie: pa? Jak do dziewczyny?
Chyba cały byłem więcej niż w siódmym niebie! Kurde, będziemy sami? Sam na sam? I to jeszcze tak blisko siebie, że... że może będę mógł go „przypadkowo” dotknąć tu i tam... Kiedyś tak było, po w-fie, niby w żartach, niby przypadkiem pogłaskał mnie po tyłku. Odskoczyłem jak oparzony i w odpowiedzi złapałem go za małego. Przez gacie, ale dobrze poczułem, co tam ma. Chyba byłem czerwony jak burak, a on wesoło poklepał mnie po ramieniu: „Spoko, stary, spoko, ok...” – poprawił małego w gaciach i zaczęliśmy się ubierać. W domu długo nad tym myślałem. Co to miało znaczyć? A może nic...? Teraz, na samą myśl o tym, że będę u niego, że będziemy sam na sam, mój mały stanął mi na baczność. Ale stop. Bez niezdrowych emocji... Tak więc najpierw szybki prysznic. Nie miałem kiedy zająć się małym, który domagał się swego, ale przekonałem go, że teraz nie mamy na to czasu. Potem w locie zapakowałem swoje rzeczy do plecaka i uświadamiając matkę, że mogę wrócić późno, gdyż mamy dużo roboty – ona tylko machnęła ręką – co sił w nogach pognałem do Krzyśka.
Najpierw wziąłem dwa głębokie oddechy i dopiero po chwili drżącą ręką nacisnąłem przycisk dzwonka.
Krzychu ubrany był w szary dres z lekko odpiętym suwakiem bluzy, pod którym widziałem kilka ciemnych włosków na jego klacie.
– Cześć – uśmiechnął się i podał mi rękę. – Właź – wskazał mi drzwi do swojego pokoju. – Rozgość się, a ja przyniosę coś do picia.
Pierwszy raz byłem u niego, chociaż od dawna wiedziałem, gdzie mieszka. Pokoik miał niewielki, ale gustownie urządzony, z mnóstwem fotografii. Zaskoczyło mnie, że na żadnej z nich nie był w towarzystwie dziewczyny, wszędzie tylko z chłopakami. Tu w grupie, z której nikogo nie znałem, tu z jakimś innym przystojniakiem...
Wrócił i wręczył mi szklankę. Gdy posmakowałem łyka, okazało się że zrobił nam drinki.
Powiedziałem:
– Mieliśmy zająć się chemią nieorganiczną, a nie właściwościami alkoholi.
Krzych zaczął się śmiać i odpowiedział, że to nam pomoże szybciej uporać się z tą parszywą „nieorganiczną siódemką” i ogromem pozostałych zadań.
Może i pomogło, ale po trzech godzinach tej wytężonej pracy umysłowej popartej kolejnymi drinkami, sam już nie wiedziałem, czy jeszcze jestem człowiekiem, czy może już chemicznym pierwiastkiem. Bo, oczywiście, głównym mózgiem całej tej operacji byłem ja. Krzych dzielnie mi asystował, udając, że dokładnie w tej samej chwili wpadł na ten sam pomysł rozwiązania...
W pewnej chwili doszliśmy do wniosku, że na dziś wystarczy, że więcej już nie damy rady i że resztę dokończymy jutro. Zgodziłem się z wytchnieniem ulgi.
Krzych zrobił po jeszcze jednym drinku, ale uprzedziłem go, że proszę o słabszego, bo nie chcę mieć w domu jakiegoś „halo”, jak ode mnie poczują.
– I tak poczują – roześmiał się. – Bardzo się spieszysz? – dodał podając mi szklankę.
– Nie. Mówiłem, że później wrócę, ale nie mówiłem, o której.
– To może teraz zobaczymy, co jest w TV?
Akurat leciała jakaś komedia. Krzychu śmiał się do łez. Nigdy go aż takiego wesołego i rozbawionego nie widziałem. Nawet mnie zaczął podszczypywać, więc ja nie pozostawałem mu dłużny. I tak, dla żartów, w pewnej chwili zaczęliśmy się mocować i szamotać w uściskach. Wykorzystałem to i kilka razy – oczywiście „przypadkiem” – chwyciłem go za krocze, wyczuwając jego sporą męskość, co mnie doprowadzało prawie do obłędu. Krzyś nie reagował, wciąż tylko się śmiał, a gdy go, zupełnie bezsilnego, położyłem na łopatki, zauważyłem, że... że chyba mały mu stoi! W dresie wszystko to bardziej widać! On zauważył mój wzrok.
– No co... Jest, jak jest, nie ma sprawy... – powiedział spokojnie i mocniej uchwycił mnie za rękę. Sytuacja wydawała się bardzo niezręczna. Wsparłem się na łokciu i spojrzałem w jego uśmiechniętą twarz. Nasze oczy spotkały się.
– Chodź bliżej – wyczytałem z ruchu jego warg.
Z łomotającym sercem pochyliłem się nad nim, a on przyciągnął mnie do siebie. Nasze usta się połączyły... nie wiem jak, nie wiem kiedy...
– Jesteś inny, prawda...?
– Jak... inny? – nie zrozumiałem jego pytania, zadanego tylko bezgłośnym ruchem warg.
– Po prostu inny. Jak ja... – i znów nasze usta się spotkały.
Nie umiałem się całować, ale Krzyś... O Boże, jak on całuje! Pod naporem jego języka sam rozchyliłem wargi... i odleciałem.
Czy ja... czy ja jestem inny? Jaki inny? Jak on? Jak...?
Całowaliśmy się długo i namiętnie. Mój penis napierał mi na spodnie jak zwariowany, a jego penis pulsował mocnymi ruchami, podrywał się i opadał, czułem to, bo trzymałem go przez dres, ściskając coraz mocniej.
– Musiałem coś wymyślić, żeby cię jakoś ściągnąć... – wyszeptał.
– Po co? – spytałem i już wiedziałem, że było to pytanie najgłupsze z najgłupszych.
– Bo już nie mogłem wytrzymać...
– Czujesz do mnie... chemię?
– Byłoby fajnie, gdybyś ty też ją czuł – odpowiedział i powrócił do przerwanych pocałunków, które ponownie mnie obezwładniły. Nie musiałem odpowiadać. To nie było potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy jego dłoń dotarła do mojego rozporka, a moja wsunęła się w jego dresowe spodnie, pod jego bokserki... Trzymałem jego twardego, rozgrzanego penisa i wciąż jeszcze w to wszystko nie wierzyłem. Jego palce tymczasem sprawnie rozpinały guziki moich dżinsów. Gdy mnie dotknęły – chyba zakręciło mi się w głowie.
– Dlaczego... ja? – zapytałem ostatnim przebłyskiem świadomości.
– Bo mi się podobasz... Po lekcjach w-f, w szatni, jak się przebierasz, ledwo wytrzymuję...
Myślałem, że się przesłyszałem. To... to chyba niemożliwe!
– Chcę cię... Chcę z tobą...
– Co...? Co ty mówisz? – wciąż nie dowierzałem własnym uszom!
Nie odpowiedział. Znów zaczęliśmy się całować, ale już nie przestawaliśmy się rozbierać. Zdjąłem mu bluzę dresów, spodnie, on zerwał ze mnie koszulkę i dżinsy. Po chwili byliśmy prawie nadzy, tylko w bokserkach, bo gdy chciałem mu je zdjąć, zaczął pieścić moje sutki, co mnie zupełnie obezwładniło. Schodząc pocałunkami coraz niżej, zębami zdjął ze mnie bokserki i wchłonął mojego penisa do ust. Napiąłem się jak struna. Znów zakręciło mi się w głowie. Całował mi penisa, pieścił go językiem, to znów trzymał go w dłoni, a wargami ssał moje jądra. Gdy brakło mu oddechu, wracał ustami do góry, całując mnie po całym ciele – i ponownie nasze usta się połączyły. Teraz ja zebrałem w sobie wszystkie utracone siły i zacząłem go całować. Jego sutki, brzuch... a gdy dotarłem do jego bokserek... Myślałem, że je na nim potargam. Moim oczom ukazał się ósmy cud świata. Gdy trzymałem go w palcach, nie umiałem sobie wyobrazić, jaki może być. Teraz patrzyłem na niego jak zahipnotyzowany. Jaki wielki! Jaki gruby! Jaki twardy, gorący! Jakie duże jądra! Od razu zacząłem pieścić go ustami, a moja dłoń pieściła jego klejnoty. Krzysiek pojękiwał głośno, co jeszcze bardziej mnie jarało. Nagle oderwał mnie od siebie...
– Przestań, bo zaraz polecę...
Chwila na głęboki oddech, ale zanim zebrałem w sobie siły na kolejne pieszczoty, on był szybszy.
Nikt nigdy mi tego nie robił. Nigdy nie miałem żadnej dziewczyny. Nigdy nie byłem z żadnym chłopakiem! Ale Krzysiek... Jęczałem głośno, tarzałem się pod nim po całej kanapie, już prawie dochodziłem...
– Przestań... – zatrzymałem go ostatkiem siły woli.
– Dobrze... – usłyszałem. – Zrobisz to we mnie. Chcę tego...
Co? Co on chce? Co mam zrobić w nim...?
– Jestem twój, tylko twój. Chodź... – wyszeptał i uklęknął, wypinając ku mnie swoje cudowne, gładkie pośladki.
Chyba miałem kółka w oczach... Ja... ja mam to zrobić?
– Pośliń... Pośliń i wchodź...
Pośliń... Tak, ile razy czytałem podobne opowieści na różnych portalach... Pośliń mu dziurkę, włóż palec najgłębiej jak się da, pośliń swojego – i pchaj! Ale... pchać...? Mam wepchać...? I zaraz poprawiłem: nie wepchać! Mam wejść w niego! On tego chce! A ja – ja też tego chcę, jak niczego innego na świecie!
Patrzyłem w te oczekujące pośladki, które kusiły mnie i wabiły tym, czego jeszcze nie znałem. Wejdę!
Zacząłem się wwiercać językiem w tę dziurkę, którą rozciągałem palcami, a ona odsłaniała przede mną swoją różową tajemniczą głębię. Co za uczucie... Co za radość, gdy wbijałem się w nią językiem coraz mocniej i mocniej. I znów patrzyłem, jak ona mnie wabi i kusi... Jeszcze raz, jeszcze mocniej, jeszcze głębiej! Czułem, jak mocno jara to Krzyśka, bo drżał i napinał wszystkie mięśnie, a ja je rozluźniałem swoim językiem i palcami. Mmmm...
– Dobrze... Chodź... – usłyszałem.
Nie czekałem na powtórzenie tego zaproszenia. Przybliżyłem się ku niemu, dotknąłem go penisem... Złapał mnie paraliż, który z trudem pokonałem. Wydawało mi się, że Krzyś jest na tyle rozluźniony, że stanie się to bez problemu. Więc – teraz...! Zapomniałem o tym, żeby poślinić swojego penisa. Przyłożyłem go i pchnąłem mocno w tę różową, połyskującą głębię... Krzysiek rzucił się w przód, jakby chciał uciec, ale nie pozwoliłem mu na to. Jęknął z bólu, a ja, trzymając go mocno za biodra, wjechałem w niego aż po same jaja... E-nty raz tego wieczoru świat zawirował mi w oczach... Wszedłem i znieruchomiałem. Spanikowałem! Co się stało? Co ja robię? Ale jego gorąca dłoń na moich pośladkach przywróciła mi świadomość.
– Zaraz będzie ok... – usłyszałem... – Już... Dobrze. Jedź...
Jechałem... Nie wiem jak, nie pamiętam, co czułem, wiedziałem tylko jedno: mam najprzystojniejszego chłopaka w klasie, jestem z nim w łóżku, z nim mam swój pierwszy w życiu seks, on sam mnie o to prosił! A ja... Ja nawet o tym nie marzyłem!
Zacząłem powoli, ze strachem, ale rytmicznie, uważnie obserwując każdą jego reakcję. On tylko pojękiwał cicho. A ja rozpędzałem się coraz szybciej i szybciej! I nagle... poleciałem całym ładunkiem w niego... Koniec. Nic już nie wiedziałem, nic już nie czułem... Padłem na niego jak nieprzytomny, a on dłonią od tyłu przytrzymywał mnie, żebym całym ciałem nie spłynął w dół.
– Tak... Tego chciałem. Właśnie z tobą – usłyszałem jego szept, jakby docierał do mnie nie z tego świata. – Teraz będzie moja kolej, ok.? – i wyswobodził się spode mnie, a ja – jakbym padł bez sił.
– Połóż się inaczej... O, tak... – układał mnie, a ja wciąż byłem jak nieprzytomny.
Poczułem jego palec... Jego język... Podjarało mnie to, ale jeszcze do mnie nie docierało, co on chce zrobić. Dopiero gdy...
Wrzasnąłem na cały głos.
– Boli! Przestań!
– Zaraz przejdzie, zobaczysz. Mnie też bolało... – usłyszałem jego czuły szept a wraz z nim kolejne mocne pchnięcie... O rany...! Gwiazdy z całego wszechświata runęły mi na głowę.
– Wytrzymaj – powtórzył, gdy rzucałem się jak oparzony. Ku... Co za ból! Ja tego nie wytrzymam! – Wytrzymasz – powtórzył i wtedy jakby się nagle wszystko we mnie otworzyło...
Czułem każdy jego ruch, każde głębokie, posuwiste pchnięcie, raz mocniejsze, raz spokojniejsze i to, że z każdym jego ruchem dzieje się ze mną coś niesamowitego!
Po raz pierwszy poznałem, co znaczy słowo rozkosz... Dopiero miałem wytrysk, i znów po raz drugi się spuściłem, nawet nie dotykając swojego małego. Krzysiek wiedział o tym, ale jeszcze pracował, spokojnie, rytmicznie... Czułem, że się wzbrania przed wytryskiem, że wciąż się hamuje. Wtedy jakimś nieświadomym ruchem poruszyłem swoim wnętrzem – i poczułem, jak jego gruby penis napiął się we mnie, wyprężył mocno, uderzył w moim wnętrzu o coś, co prawie zwaliło mnie z nóg – i wystrzelił we mnie gorącą serią wytrysku.
Byłem szczęśliwy... Krzyś, mój wymarzony chłopak, spuścił się we mnie...
Jeszcze chwila ciszy, jakby cały świat zamarł na tę jedną sekundą – i Krzyś wysunął się ze mnie, padając obok. Ja też miękko osunąłem się na kolana, a potem na wznak.
Nie wróciłem do domu na noc. Gdzieś koło północy, gdy Krzyś swoim pytaniem: – Pójdziemy pod natrysk? – wybudził mnie z lekkiego, płytkiego snu, wysłałem mamie smsa, że nie wiem, kiedy skończymy, więc nie wiem, kiedy wrócę, a jak będzie bardzo późno, to zanocuję u kumpla...
Odpowiedzi nie było.
Za to był natrysk i kolejne pieszczoty. Kto Krzyśka tego nauczył?
A potem – potem znów było łóżko. Krzyś był niezmordowany. A ja... ja pękałem pod nim, gdy wchodził, a potem lałem spermą pod siebie.
Wciąż nie rozumiem, jak to się mogło stać?
Do maja i do matury jeszcze bardzo daleko. A my skrupulatnie rozwiązujemy zadania z chemii, zadane nam przez naszego wymagającego belfra. A to, że finałem tych zadań jest łóżko... To też chemia. Nie każdy pierwiastek łączy się z drugim. Często do takiej reakcji potrzebny jest katalizator. Nam żaden katalizator nie jest potrzebny. I niech tak będzie
szczon29
31 lat, Szczecin
Opublikowano: 2010-05-12 18:38
ostatnio opisałem swój pierwszy raz w dziale »
Opowiadania, fantazje i poezja erotyczna oczywiscie dotyczaca pierwszego razu z facetem
z góry przepraszam za błedy ortografia to nie moja dobra strona



[1] | [2] |


    © Copyright 2004-2012 Sex Zone